Przejdź do treści
sztuka konkretna w artykule 2 EAC

EAC: Dlaczego opłaca się sprzedawać redukcję emisji dwutlenku węgla oddzielnie od cementu

Producenci cementu borykają się z coraz większą presją. 1 stycznia 2026 r. system CBAM wszedł w fazę ostateczną, co oznacza, że importerzy z UE są zobowiązani do zakupu i przekazania certyfikatów dotyczących węgla wbudowanego w importowany przez nich cement. System EU ETS nieustannie podnosi koszty emisji na terenie Unii. Ponadto zespoły ds. zamówień zadają coraz trudniejsze pytania dotyczące węgla wbudowanego niż jeszcze dwa lata temu. W tej sytuacji pojawia się nowe narzędzie handlowe: certyfikaty atrybutów środowiskowych (EAC).

Według badania rynku EAC Market Survey 2026 przeprowadzonego przez firmę Sylvera – pierwszego szczegółowego analizy tego rynku obejmującego cement i inne surowce – dynamika rozwoju tej koncepcji jest wyraźna. 75% producentów spodziewa się wyemitować certyfikaty EAC w ciągu trzech lat, przy czym najczęściej wskazywanym terminem jest rok 2027. Popyt ze strony nabywców wynosi od 1,7 do 2,1 mln certyfikatów rocznie do 2030 roku. Jednocześnie mniej niż 2% produktów cementowych spełnia obecnie wymagania wyłącznie pod względem intensywności emisji, a ceny pozostają niejednolite, ponieważ standardy weryfikacji wciąż nie nadążają za zmianami. Inicjatywa Science Based Targets dała rynkowi prawdziwy impuls w czerwcu 2026 r., kiedy to jej nowy standard „Corporate Net-Zero Standard” po raz pierwszy formalnie uznał certyfikaty surowcowe. Podstawy normatywne więc istnieją. Teraz rynek potrzebuje podaży, która będzie w stanie sprostać tym wymaganiom.

Pomysł w jednym zdaniu

Certyfikat EAC umożliwia producentowi sprzedaż korzyści środowiskowych wynikających z partii cementu o niższej emisji dwutlenku węgla oddzielnie od samej partii fizycznej. Nabywca kupuje i wycofuje certyfikat reprezentujący zweryfikowaną redukcję emisji, niekoniecznie otrzymując ten konkretny cement do wykorzystania w swoim projekcie.

Oto oczywiste pytanie, które nasuwa się w tej sytuacji: jeśli produkt fizyczny, z którego korzysta wykonawca, nie ulega zmianie, to dlaczego to wszystko ma jakiekolwiek znaczenie?

Dwa różne problemy, rozwiązane osobno

Okazuje się, że dekarbonizacja cementu i jego transport to wcale nie te same problemy. A właśnie o to chodzi, by traktować je oddzielnie.

Produkcja cementu o rzeczywiście niższej emisji dwutlenku węgla – poprzez stosowanie paliw alternatywnych, zastępowanie klinkieru lub wychwytywanie dwutlenku węgla – wymaga znacznych nakładów kapitałowych w poszczególnych zakładach. Cement jest ponadto ciężki i ma niską wartość w przeliczeniu na tonę, więc rzadko jest transportowany na duże odległości. Większość tego surowca jest wykorzystywana w promieniu kilkuset kilometrów od pieca, w którym został wyprodukowany.

Popyt na zweryfikowane deklaracje dotyczące emisji dwutlenku węgla nie wykazuje tej samej zasięgu geograficznego. Naukowo uzasadniony cel przedsiębiorstwa, wymóg ujawniania informacji obowiązujący w UE czy mandat inwestora w zakresie ESG mają zastosowanie na całym świecie, niezależnie od tego, gdzie wylewany jest beton. Tak więc zakład, który wcześnie zainwestuje w dekarbonizację, może znajdować się tuż obok lokalnych klientów, którzy nie będą skłonni zapłacić za to wyższej ceny, podczas gdy nabywca oddalony o tysiąc kilometrów pilnie potrzebuje wykazać redukcję emisji w łańcuchu dostaw, ale nie ma możliwości fizycznego pozyskania cementu z tego zakładu.

Oto, w jaki sposób rozwiązują tę kwestię organizacje EAC. Oddzielają one fizyczny towar od atrybutu środowiskowego związanego z jego produkcją. Nabywca nie twierdzi, że beton na jego budowie pochodził z konkretnej partii niskoemisyjnej. Twierdzi natomiast, że sfinansował i wycofał z obiegu zweryfikowaną redukcję emisji, która jest uwzględniana w jego własnej sprawozdawczości niezależnie od tego, gdzie ostatecznie trafił ten materiał.

Nie jest to zresztą nowa koncepcja wymyślona specjalnie dla cementu. Certyfikaty energii odnawialnej (REC) działają na tej samej zasadzie: elektrony w wspólnej sieci energetycznej są nie do odróżnienia, więc certyfikat REC pozwala przedsiębiorstwu wykazać zużycie energii odnawialnej poprzez umorzenie certyfikatu powiązanego ze zweryfikowaną produkcją energii odnawialnej w dowolnym miejscu tej sieci. Certyfikaty EAC stosują tę samą logikę w odniesieniu do surowca, którego dekarbonizacja jest znacznie trudniejsza niż w przypadku energii elektrycznej.

Dlaczego to faktycznie wspiera dekarbonizację

Ale czy faktycznie pokrywa to jakieś rzeczywiste koszty, czy jest to tylko sprytna sztuczka księgowa? Argumenty ekonomiczne mają tu równie duże znaczenie, co logika księgowa. Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) podaje konkretne liczby: produkcja cementu o niemal zerowej emisji z wykorzystaniem wychwytywania dwutlenku węgla kosztuje obecnie o 75–150% więcej niż cementu konwencjonalnego, a różnicy tej lokalni nabywcy nie zniwelują wyłącznie poprzez cenę. Przychody z certyfikatów pochodzące od dowolnego chętnego nabywcy na całym świecie pomagają uzasadnić tę inwestycję. Jest to mechanizm finansowania dekarbonizacji, który w przeciwnym razie miałby trudności z pozyskaniem środków, a nie tylko ćwiczenie z etykietowania.

Gdy sceptycyzm jest uzasadniony

A teraz pora na szczerą rozmowę. System ten sprawdza się tylko wtedy, gdy weryfikacja jest rygorystyczna. Krytycy nazywają to „praniem emisji”, ponieważ nabywca może przypisywać sobie zasługi za redukcję emisji, a jednocześnie w ramach rzeczywistego projektu nadal budować przy użyciu zwykłego cementu. Ponieważ obecnie mniej niż 2% cementu spełnia wymagania dotyczące intensywności emisji, istnieje realne ryzyko, że certyfikaty będą sprzedawane przed faktyczną, dodatkową dekarbonizacją. Uznanie przez SBTi V2 i ISO 14060 stanowi znaczący krok w kierunku wypełnienia tej luki, ale rynek jest wciąż w początkowej fazie, a standardy cenowe nie uległy jeszcze ustabilizowaniu.

Co to oznacza, gdy mieszanka dotrze na plac budowy

Co to wszystko oznacza w praktyce, gdy materiały trafią na plac budowy? Niezależnie od tego, czy w ramach projektu pozyskuje się bezpośrednio cement o obniżonej emisji dwutlenku węgla, czy też współpracuje się z dostawcą wykorzystującym certyfikaty EAC do finansowania swojej transformacji, praktyczny efekt jest taki sam: zmieniają się receptury mieszanek. Cementy mieszane i mieszanki o niższej zawartości klinkieru często zachowują się inaczej niż tradycyjne – charakteryzują się wolniejszym przyrostem wytrzymałości oraz większą wrażliwością na temperaturę i warunki utwardzania.

Warto jednak pamiętać, że jest to kwestia odrębna od rozliczania emisji dwutlenku węgla i należy te dwa zagadnienia rozróżniać. System Vemaventuri nie zmienia śladu węglowego mieszanki. Czujniki tej firmy dostarczają zespołom budowlanym zweryfikowane dane w czasie rzeczywistym na temat rzeczywistego przebiegu konkretnego wylewania, dzięki czemu zmiana mieszanki nie musi oznaczać pracy opartej na domysłach. SONO Hub sprawdza na miejscu stosunek wody do cementu, PREMO monitoruje ciśnienie w szalunku podczas wlewania mieszanki, PHONO śledzi zagęszczenie i poziom napełnienia, a produkty TEMO monitorują temperaturę i stopień dojrzałości zgodnie z normą ASTM C1074, aby wspierać podejmowanie decyzji o rozszalowaniu na podstawie rzeczywistych danych, a nie stałych czasów utwardzania. W miarę jak mieszanki niskoemisyjne stają się coraz bardziej powszechne na placach budowy, tego rodzaju weryfikacja staje się częścią procesu, dzięki któremu wykonawcy mogą je z pewnością stosować.

 

Źródła:

Sylvera, Badanie rynku EAC 2026
Inicjatywa „Science Based Targets”, Korporacyjny standard zerowej emisji netto, wersja 2.0 (czerwiec 2026 r.)
IEA, Raport „Breakthrough Agenda 2025” — Cement i beton

Zobacz, jak działa inteligentny system monitorowania betonu

W ciągu 20 minut zaprezentujemy Państwu na żywo działanie systemu monitoringu — bez żadnych zobowiązań.